Wiosenny rejs po Bałtyku – kwiecień 2026

Za nami Wiosenny Rejs Bałtycki — pierwsza w 2026 roku morska wyprawa pod banderą KS Górnik Boguszowice Sekcja Żeglarska.

  • Termin: 18-25 kwietnia 2026
  • Trasa: Darłowo 🇵🇱 – Karlskrona 🇸🇪 – Klintholm Havn (wyspa Mon) 🇩🇰 – Nexo (wyspa Bornholm) 🇩🇰 – Darłowo 🇵🇱
  • Jacht: s/y Marina Royale (Bavaria 37 Cruiser)

Załoga w składzie: kapitan Sebastian, pierwszy oficer Mariusz oraz żeglarze Mateusz i Łukasz na pokładzie s/y Marina Royale Bavaria 37 Cruiser wyruszyła z portu w Darłowie ku prawdziwej morskiej przygodzie. Dla większości z nas był to pierwszy morski rejs — tym bardziej wyjątkowy i pełen emocji.

Choć rejs odbywał się w dniach 18–25 kwietnia, pogoda przez większość czasu była dla nas łaskawa. Po przejęciu jachtu od armatora, zaokrętowaniu, podziale wacht i uzyskaniu zgody kapitanatu portu opuściliśmy Darłowo późnym popołudniem. Towarzyszyły nam radość, ekscytacja i ogromna tęsknota za żaglami po długiej zimowej przerwie.

Obraliśmy kurs na północ, w kierunku szwedzkiej Karlskrony. Morze od pierwszych chwil pokazało nam swoje piękne oblicze. Sprzyjający wiatr, rozgwieżdżone niebo pozbawione miejskich świateł, pierwszy morski zachód i wschód słońca — to obrazy, które na długo pozostaną w naszej pamięci. Nocne wachty były czasem nauki i poznawania prawdziwego życia na jachcie. Dzięki doświadczeniu kapitana Sebastiana i pierwszego oficera Mariusza czuliśmy się bezpiecznie nawet wtedy, gdy morze przypominało, że należy je szanować.

Po niemal 23 godzinach żeglugi i pokonaniu około 110 mil morskich zawinęliśmy do malowniczej Karlskrony. Spacer po spokojnym, nadmorskim miasteczku był chwilą oddechu i okazją do wysłuchania morskich wspomnień naszego kapitana z rejsów na s/y Dar Młodzieży. Już wtedy wiedzieliśmy, że ten rejs będzie czymś więcej niż zwykłą podróżą.

Kolejny etap prowadził nas na południowy zachód, ku duńskiej wyspie Mon i portowi Klintholm Havn. To właśnie tam zaczęliśmy naprawdę czuć smak morskiej przygody. Jeden z naszych stażystów samodzielnie wyprowadził jacht z portu, udowadniając, że żeglarstwo to nie tylko marzenia, ale także nauka odpowiedzialności i współpracy. Niedługo później spotkała nas niezwykła niespodzianka — na horyzoncie pojawiła się łódź podwodna szwedzkiej marynarki wojennej. Przez dłuższą chwilę mogliśmy obserwować jej charakterystyczny kiosk, zastanawiając się, kto właściwie obserwuje kogo.

Ta noc pokazała jednak również bardziej wymagające oblicze Bałtyku. Silny wiatr i wysoka fala sprawiły, że wachty były pełne pracy i skupienia. Dzięki doświadczeniu oficerów oraz współpracy całej załogi bezpiecznie pokonaliśmy trudniejsze warunki. A potem przyszła nagroda — spokojny dzień, niemal bezwietrzny, ze słońcem odbijającym się od lazurowej wody. Widok kredowych klifów wyspy Mon, fok i morświnów wynurzających się z morza był czymś, czego nie oddadzą żadne zdjęcia.

Po ponad 140 milach morskich dotarliśmy do niewielkiego Klintholm Havn. Rankiem spacerowaliśmy po plaży, chłonąc ciszę i klimat małego duńskiego portu. Takie chwile pokazują, że żeglarstwo to nie tylko samo płynięcie, ale również miejsca, do których prowadzi wiatr.

Następnie obraliśmy kurs na Bornholm. Morze tym razem było spokojniejsze, a wiatr idealny do żeglugi. Przecinając szlaki żeglugowe TSS obserwowaliśmy promy, kontenerowce, tankowce, platformy wiertnicze i farmy wiatrowe. Dla wielu z nas był to pierwszy tak bliski kontakt z wielkim morskim światem. Po 22 godzinach i kolejnych 110 milach dopłynęliśmy do Nexø Havn na Bornholmie. Spacer po wyspiarskim miasteczku pozwolił choć na chwilę oderwać się od codzienności i poczuć zupełnie inny rytm życia.

Ostatni etap prowadził już do Darłowa. Droga powrotna była czasem rozmów, wspomnień i planowania kolejnych wypraw. Bo właśnie wtedy zrozumieliśmy, że morze uzależnia. Trud, niewyspanie, zimne noce i zmęczenie bardzo szybko schodzą na dalszy plan. Zostaje poczucie wolności, ogrom przestrzeni i ludzie, z którymi dzieli się wachtę, emocje i wspomnienia.

Po pokonaniu ostatnich mil minęliśmy główki portu Darłowo i zacumowaliśmy przy kei naszą Bavarię 37. Była jeszcze wspólna ryba w portowej smażalni, pożegnanie załogi i powrót do domów. Jednak każdy z nas wracał już trochę odmieniony — bogatszy o doświadczenia, wspomnienia i marzenia o kolejnych rejsach.

Tak zakończył się pierwszy tegoroczny rejs pod banderą KS Górnik Boguszowice Sekcja Żeglarska. Przed nami kolejne wyprawy — Mazury, następne bałtyckie eskapady i być może jeszcze dalsze marzenia do spełnienia. Bo kto choć raz poczuje smak morskiej żeglugi, ten zawsze będzie chciał wrócić na wodę.